czwartek, 23 listopada 2017

/003/ Na marginesie

Po naładowaniu baterii inspiracji, z nową energią wkraczam po raz kolejny w wir pracy. 

Witajcie długo po przerwie wakacyjnej!

Cały wolny czas poświęciłam na odpoczynek, mało było typowo pracy twórczej, po prostu zbierałam siły na kolejny, jeszcze cięższy rok szkolny.

Pierwszą część wakacji spędziłam w Alpach, gdzie skupiłam się na szkicach wrażeniowych, zwłaszcza akwarelowych. Krótko mówiąc malowałam z czystej przyjemności, na co rzadko mam czas w roku szkolnym.

Tutaj dwa z takich szkiców z wioski w której mieszkałam przez niecały miesiąc. Każdy powstał w czasie do pół godziny.


Po powrocie z Francji skupiłam się troszkę na swoich wewnętrznych koncepcjach, o czym mam nadzieję wspomnę niebawem.
Jednak cały ten czas podsumuję jednym słowem: odpoczynek.

Po lenieniu się przyszedł czas na pracę, której z każdą chwilą przybywa, więc proszę o wyrozumiałość. Tygodnie zlewają się ze sobą w zastraszającym tempie, że nawet nie wiem w jakim wymiarze czasowym znajduję się aktualnie.

Na koniec wiadomość dla osób od dawna oczekujących na drugą część "Podstaw szkicu", pojawi się ona (i tutaj wielki znak zapytania) ale będzie wraz z zaplanowaną niespodzianką. Także cały czas dopisuję, tworzę, pracuję starając się ogarnąć to w chaosie pracy i życia.

Pozdrowionka i do następnego

niedziela, 11 czerwca 2017

Jak radzić sobie z akrylem? Kilka wskazówek dla zielonych

Farby akrylowe to dość młody wynalazek. Nie dają się poprawić po wyschnięciu, do jej rozrabiania używa się jedynie wody. Ich wszechstronność jest bardzo przydatna.

Swoje przygody z farbami zaczynałam jak każdy- z plakatówkami. Gdy troszkę podrosłam dostałam mały komplet akryli. Od razu je pokochałam za żywość barwy i brak brudzenia się i babrania z kolorami pod spodem, jak w przypadku gwaszu czy plakatówek. Są też bardziej poręczne i mobilniejsze w użyciu od olejów. Potem bez zawahania zakupiłam duże tuby farby.

Początki były ciężkie, farba ma zupełnie inny charakter i wymaga innego sposobu malowania. Dla wielu osób jest on na początku nie do przeskoczenia i już na stracie odkładają je na bok. Przyczyna w większości jest podobna: brak umiejętności do tego rodzaju farby.
Przyznam się szczerze, że przy próbie każdych nowych farb z firmy, której jeszcze nie używałam, czuję się jakbym zaczynała malować od początku. Muszę poznać jej konsystencję, napigmentowanie, rozrabialność z wodą i szybkość wysychania. To wcale nie jest tak, że od razu chwyta się farby i działa się cuda. Na początku trzeba nauczyć się narzędzia, a potem oczekiwać, że praca wyjdzie.

Akryl- idealne narzędzie do nauki malowania

Po wyschnięciu akryl nie wybacza. Nie da się zmazać pomyłek, ale można je z łatwością zamalować. Przy nauce malowania trzeba się nastawić, że początki będą niezadowalające i prace mogą wyjść dopiero za którymś podejściem. Akryl wysycha szybko, dzięki czemu możesz składować prace bez czekania aż wyschnie oraz bez strachu przed niszczącą wodą. Nie potrzebujesz także kupować drogich blejtramów, zaopatrz się po prostu w grubszy papier.

Akryl uczy przemyślanego nakładania plam barwnych, daje to idealny fundament do malowania olejami czy akwarelami. Uczysz się także mieszania kolorów na palecie, ponieważ każdy odcień będziesz musiał rozmieszać z osobna.

(Ciekawostka: malowanie odbywa się nie tylko farbą, dotyczy operowania plamą barwną. De Facto kredkami, pastelami czy ołówkiem również można malować. I na odwrót, farbą można rysować, jeżeli opiera się ona na kreskach)


Farba może mieć charakter akwareli, jeżeli rozrobiona będzie większą ilością wody, ale również może być grubo nakładana, kryjąca. Oznacza to, że błędy i pomyłki bardzo łatwo zamalować. Po wyschnięciu farba staję się dość elastycznym plastikiem, więc nie ma możliwość pomieszania z kolorem pod spodem.

Jakie farby i pędzle na początek

Największą sławę wśród początkujących hobbistów mają małe kompleciki farb po 20, a nawet 15ml. Kusi ilość kolorów w porównania do ceny. Nic bardziej mylnego! Kupując takie małe tubki okropnie się przepłaca. Najlepszą inwestycją na początek są tuby mające najmniej 130 ml. Nie musisz kupować od razu całej gamy barw. Wystarczą 3 podstawowe kolory(Żółty, Magenta, Cyan) + biały. Odradzam czerwieni, błędne jest twierdzenie, że jest ona kolorem podstawowym w farbach, Magenta, czyli ciemny róż zalicza się do bazy podstawowej, tak jak w farbach drukarskich. Aby uzyskać czerwień dodajemy do magenty żółtego. Czarnego odradzam kupować w dużej tubie, będzie wprowadzać w błąd początkujących, zamiast przyciemniać prawidłowo za pomocą koloru, będzie odbywać się za pomocą czerni. W efekcie obraz wygląda śmiesznie i płasko. Jeżeli nie czujesz się, aby zrezygnować z czerni- wybierz Czerń Marsową. Ma ona szaro-zielony odcień i jest bardziej naturalna od typowej czerni. O kolorach mogę bardziej się rozpisać innym razem, jest to temat rzeka.

Jeżeli nie pokochasz akryli- nic straconego. Przydadzą się do wszelkich prac handmade, do gruntowania pod oleje... praktycznie do wszystkiego.

I pamiętaj! Nie kupuj farb z najniższej półki. Nie prowadzi to do niczego dobrego. Ich napigmentowanie przeraża, a raczej ich brak. Często są przeźroczyste, więc nie kryją jak trzeba. Mało tego, nie mieszają się prawidłowo, więc jest wręcz pewne, że zniechęcą cię na starcie.
Tutaj kilka firm sprawdzonych przeze mnie w przystępnej cenie i dobrej jakości:

  • Daler Rowney Graduate Acrylic
  • Maimeri Acrilico
  • Talens Amsterdam
  • Renesans A'kryl
  • Polycolor
  • Ferrario Master Acrylic
Osobiście korzystam z W&N Galeria 500ml, napigmentowanie jest po prostu bajeczne, jeszcze nie spotkałam rówie dobrych farb akrylowych, chociaż słyszałam od znajomych, ze podobne są też Liqutexy. 
I tu was zaskoczę- korzystam wyłącznie z bazy, 4 duże słoje + tubka czerni. To wystarcza mi w 100%, chociaż posiadam wcześniej zakupione
tubki z różnych firm i kolorów.

Co do pędzli polecam kupić syntetyczne o miękkim włosiu. Płaski bardzo szeroki(około 10 cm), płaski średni(około 5 cm), płaski wąski(około 2cm), okrągły i płaski gruby(8), okrągły i płaski cienki(4) to dla mnie podstawa. Do tego mam trochę pędzli do detali. 
Jakie wybierzesz- twój wybór, odradzam jednak kupywanie cienkich pędzli na początek. 

Nie polecam także pędzli ze szczeciny świńskiej, są zbyt sztywne i nie przyjmują tyle farby, co trzeba. Za to pędzli naturalnych po prostu szkoda, akryl niszczy pędzle, więc nie ma sensu wydać 40 zł na jeden pędzel i niedługo potem go wyrzucić.
Firma nie ma znaczenia, najlepiej wybrać się do sklepu plastycznego i samemu wybrać jakie będą pasować najlepiej.


Podłoże pod farby

Tutaj cię ucieszę. Tak jak wspominałam wyżej, nie potrzebujesz żadnego płótna, płyt, czy desek. Wystarczy zwykły, w miarę gruby papier lub karton. Papier wybieraj od około 130g/m , cieńsze mogą mieć problem z farbą i wodą. Oczywiście im grubsze- tym lepsze. Ważne, aby podłoże nie było śliskie- farba musi się czegoś przyczepić, od śliskiego może po prostu odpaść.

W jaki sposób malować

Sposobu malowania akrylem trzeba się nauczyć. Wiele osób marudzi, ze za szybko wysycha, moim zdaniem to zaleta. To jest charakter tych farb, takie zostały stworzone.



Malowanie zaczynamy od dużych plam koloru zmierzając do coraz mniejszych. Wyrzućcie z głowy wszelkie wygładzanie barw, wszelkie brusche, blury i tym podobne. W akrylu działamy plamami i nie ma miejsca na ich wygładzanie. Nie ma na to czasu, bo zanim się obejrzycie farba wyschnie.
Plamy różnicuje się odcieniami, im ich więcej, tym bogatszy obaraz.

Polecam gruntowanie kolorem przed przystąpieniem do pracy. Obraz będzie ciekawszy, a kolor spójny.


Czego unikać na początku

Przede wszystkim małych formatów. Akryl nie nadaje się do mikrusich (poniżej 0,5mm) detali, kłóci się to z jego konsystencją, która jest ciągnąca, szybko wysychająca, wręcz 'plastikowa'. Malowanie zaczynajcie od formatów najmniej A2, B2 i/lub większych. Oczywiście na początku będzie to szok, jeżeli dotychczas malowałeś/łaś na standardowej kartce A4, ale uwierz, będzie lepiej. Paper przyczep do deski i ustaw ją dość pionowo, najlepiej jak masz sztalugę, ale bez niej też dasz radę. Większy format także wymusi na Tobie myślenie plamą barwną od najbardziej rozległej do mniejszej, pomoże w myśleniu od ogółu do szczegółu. Małe A4 daje nam poczucie, że nie ma tak dużo do zrobienia i zaczynamy automatycznie od detalu, co na przyszłość może bardzo zablokować malowanie i dalsze postępy.

Unikaj małych palet, duża paleta da tobie swobodę mieszania i tworzenia dużej ilości odcieni. Może posłużyć za nią deska, szyba czy stara okładka po bloku, ważne aby był to format nie mniejszy jak A3. Praca będzie wtedy łatwiejsza i bardziej komfortowa.

Unikaj także kładzenia farby prosto z tuby. Rozrabiaj kolor z innymi i z wodą. Ale także nie rób zbyt wodnistej farby, bo będzie wszystko płynąć. Z czasem nabierzesz wprawy, potem sam zdecydujesz kiedy i jak rozrobić ją.


Nie nastawiaj się, że od razu wyjdzie arcydzieło. Daj sobie duży margines błędu. Nie sugeruj się, że jeżeli wychodzi tobie malarstwo olejne, gwaszowe czy akwarelowe od razu będziesz umieć malować akrylem. Daj sobie czas, pozwól, aby farba powiedziała wszystko o sobie, nie narzekaj i nie porównuj jej z innymi technikami, zaakceptuj ją taką, jaka jest. Tylko dzięki temu uda ci się jej nauczyć.





To tyle na początek. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu pomogłam. Dajcie znać, czy chcecie więcej dowiedzieć się o malarstwie akrylowym.

Trzymajcie się i do następnego.

czwartek, 8 czerwca 2017

/002/Na marginesie

Nie wierzę, że to już czerwiec! Nie mogę uwierzyć, że druga klasa tak szybko zleciała. Czas bardzo szybko leci.
Na koniec maja były plenery, bardzo udane i owocne. Wybrałam się z grupą ze szkoły malować zwierzaczki, które później będzie można kupić na aukcji charytatywnej, a pieniążki pomogą ratować kolejne zwierzaki. (dla tych mniej zorientowanych, w szkole artystycznej jest coś takiego jak obowiązkowe zajęcia w terenie, zwane plenerem)
U mnie powstał osiołek, kucyk i konik.


 Zdjęcie skończonego konika po prostu się nie uchowało, zresztą mało jestem z niego zadowolona. Osiołka uważam za najlepszy obraz, a wam co się najbardziej podoba?
Tak się złożyło, że wszystkie prace malowane były olejami.
Jak tylko zdobyłam fundusze, bez zastanowienia kupiłam je, duże tuby, no bo przecież i tak się nie zmarnuje ;) I to był strzał w dziesiątkę! Bardzo polubiłam tą technikę. Oczywiście mam uczulenie na terpentynę i musiałam zaopatrzeć się w eco-rozpuszczalnik. Jak się okazało, wcale nie gorszy od oryginału. Tak naprawdę świetnie można sobie radzić bez rozpuszczalników, po przecież to jedynie pomoc w malowaniu. Nawet pędzle myję w zwykłym mydle, przecież i tak dożywotnio przeznaczyłam je do olejów, więc po co je odolejać.

Prace wyżej były pierwszymi (nie licząc konika rok temu pożyczonymi farbami, ale był on robiony zbyt na przymus, aby się zaliczać).
Sądzę, że oleje we właściwym czasie wpadły mi w ręce. Teraz w malarstwie poruszam się dość pewnie i dzięki temu farby wydają się bardzo prostą techniką.

Tylko musiałam się uporać z pilnowaniem ubrań przed farbą (akurat to się nie udało) i wszelkimi owadami i paprochami kochającymi się przyklejać do farby.

Teraz też coś dużego maluję, ale o tym może innym razem. Niech to będzie niespodzianka :)

I nie myślcie, że rzeźba poszła w odstawkę! W międzyczasie robię w glinie rzeczywistych rozmiarów głowę konia arabskiego. Muszę skończyć do końca roku szkolnego, przez wakacje mogłaby spaść ze stelażu, a gliny jest tam sporo tak jak i włożonej pracy.


I to tyle na dziś. Krótko, bo nie mam weny na wielostronnicowe opowiadanie. A może to i lepiej, na pewno nikogo nie zanudzę :)
Trzymajcie się i oczekujcie na post-niespodziankę jeszcze w tym tygodniu.

Osiołek Ludwiczek

Nareszcie mogę wziąć udział w jednym z wyzwań art-piaskownicy. Zawsze czas na realizację gdzieś uciekał. 

Tutaj baner z wyzwania.

Podsyłam osiołka na płótnie malowany farbą olejną powstałego podczas pleneru malarskiego. Mam nadzieję, że zbytnio nie odbiegłam kolorem. Rozmiar około 50cm wysokości.

A dla każdego z moich czytelników, którzy chcą także wziąć udział kliknij tutaj aby przejść do postu z wyzwaniem. Czas jest do końca czerwca :)


czwartek, 4 maja 2017

/001/Na marginesie, czyli co robię gdy nikt nie widzi

Witajcie moi mili!

Tak wiem, już pięknie się zapowiadało z poradnikiem o rysowaniu, a tutaj pusto... 
Wcale to tak nie wygląda, jak wygląda :) Zbieram materiały i na bierząco piszę posty, a są aż 3 w przygotowaniu. Tylko na wszystko potrzeba czasu, nie w moim stylu jest dawać półprodukt. Dlatego wytrwale czekajcie, mur beton, że się doczekacie.

Ale co robię przez długie dni, kiedy nic nowego na blogu się nie pojawia?
Przede wszystkim staram się uczyć i wyrobić ze wszystkimi terminami z pracami do szkoły. A dokładam sobie wszystkiego podwójnie, biorę dodatkowe zadania, konkursy czy bywam na zajęciach dodatkowych, głównie z rzeźby i malarstwa.

A'propos rzeźby, co myślicie o tej dziedzinie? Próbowaliście coś kiedyś?

Mnie ona fascynuje i przyciąga jak magnes. Jeszcze do niedawna zmuszałam się do zajęć dodatkowych, a teraz na własną rękę, ale z pomocą nauczyciela tworzę rzeźbę, pierwszą aż tak dużą. Jest ona spełnieniem mojego skrywanego marzenia. O tym co to jest napiszę w swoim czasie, na razie zaczynam pracę i troszkę ona potrwa. Do końca roku szkolnego dam radę. 

W tym roku szkolnym zrobiłam 7 główek człekowych 1:1. Tutaj pochwalę się zdjęciem mojej ostatniej (kto jest na bierząco widział pewnie już ją na facebooku)
Ta ta dam!

Dla jasności, wszystkie główki robione były w glinie na podstawie żywego modela.
Nie jest jeszcze idealnie, ciągle rozwijam swoje umiejętności.

Rzeźba jest bardzo przydatna, dzięki niej poprawiłam "rozumienie" anatomii i przestrzenności. Zaczęłam zauważać mięśnie i detale, które kiedyś traktowałam jedynie jako cień czy światło. Dlatego gorąco polecam ją każdemu. Fakt, że trudniej jej się nauczyć niż rysunku oraz wymaga ona trochę miejsca i więcej funduszy, ale mimo to warto. 

Powoli przymierzam się do rzeźbienia w drewnie, ale jak na razie tylko w nim wypalam. W produkcji pan somoku. Tutaj próbka.

Oto właśnie przepis na wykorzystanie walizki pomocniczki, która przestała być pomocna. Kiedyś była art-walizką z lidla z przyborami. Potem wnętrze zostało rozkręcone, a deski ze środka zeszlifowane, teraz służą do wypalania. Za to walizka trzyma w zamknięciu moje przybory, między innymi stos pędzli, paletki malarskie i pastele.

A tak poza sztuką, ciągle aktywnie jeżdżę na Qunikach. Bo nic nie odstresowuje bardziej jak 2 godziny w lesie z quniem pędząc przed siebie.
Krótka wizualizacja Qunikowania (próbka animaszionowania)